Zobacz na Spotify Zobacz na Youtube

Dyskretny urok oszczędzania

Praca i oszczędność – dwie wartości, które, przynajmniej teoretycznie, powinny stanowić o naszym bogactwie. W praktyce różnie to bywa: znam bogatych szczęściarzy, którzy do swego majątku dochodzili różnymi drogami, często dalekimi od pracy, a także ludzi niezamożnych, choć niewątpliwie oszczędnych. Mimo wszystko będę obstawał przy swoim: prawdziwą radość posiadania daje świadomość pozyskania tych wszystkich dóbr dzięki własnemu wysiłkowi. Odziedziczony majątek ma swą wartość, ale zadowolenie z niego bywa tak naprawdę dość powierzchowne. Lepiej być strzelcem bramki lub choć asystować przy jej zdobyciu, niż cieszyć się z wygranej drużyny, siedząc na ławce rezerwowych.

Poza dyskusją jest natomiast to, że każdym posiadanym dobrem należy umieć zarządzać. Błędy popełniane w tej materii zawsze dość boleśnie się mszczą.

Etos pracy i przykazanie oszczędności wyniosłem z rodzinnego domu. Dzieciństwo bardzo zdeterminowało moją osobowość i charakter. Najlepsze podręczniki i najbardziej rozchwytywani wykładowcy nie wpoją nam podstawowych wartości. Te musimy mieć już ugruntowane, zanim przyjdzie nam zmagać się z niedoskonałościami życia, jego pokusami i złudzeniami. Dlatego do znudzenia powtarzam o doniosłości fundamentów. Co warty jest gmach, który nie ma stabilnego i solidnego osadzenia? Tylko wtedy, gdy takie mamy, możemy projektować przyszłość.

Oszczędność to nie skąpstwo. Oszczędność jest cnotą, skąpstwo nosi wszelkie znamiona choroby. Granica może być tu mglista i łatwa do zatarcia, należy więc bacznie przyglądać się zachowaniom: zarówno swoim, jak i tych ludzi, z którymi mamy do czynienia. Na człowieka oszczędnego można liczyć, na skąpca – nigdy.

Skąpstwo definiuje się wprawdzie jako przesadną oszczędność, ale dostrzegam tu pewne niuanse. Oszczędność, choćby i ta radykalna, świadczy o umiejętności realnej oceny stanu rzeczy i myśleniu perspektywicznym, skąpstwo skupia się tylko na obszarze posiadania i lękiem przed utratą jakiejkolwiek części zasobów. Skąpiec nie patrzy w przyszłość; interesuje go to, co ma tu i teraz. W przyszłości będzie takim samym skąpcem, jakim jest dzisiaj.

Na jednej półkuli znajduje się oszczędność, na drugiej rozpościera się kraina rozrzutności. Pierwsza może wydawać się mało atrakcyjna, choć uporządkowana i w miarę bezpieczna. Druga to żywioł, rozmach i anarchiczna fantazja. I jeśli pierwsza droga niekoniecznie wygląda jak autostrada, to druga z pewnością zaprowadzi nas w ślepą uliczkę.

Zakupoholizm to jedna z nowoczesnych przypadłości. W zakupach można się rozsmakować i uczynić z nich coś w rodzaju pasjonującego sportu bądź przyjemnego spędzania czasu. Zazwyczaj wszystko zaczyna się bardzo niewinnie i nic nie wskazuje, żebyśmy mieli do czynienia z chorobą. Problemy zaczynają się wtedy, kiedy potrzeba posiadania bierze górę nad zdrowym rozsądkiem i zaczynamy żyć ponad stan. Stały debet na koncie, sięganie po kredyty, wpędzanie się w błędne koło tylko dlatego, że chcemy mieć!

Ktoś opracował całkiem dobrą metodę leczenia z zakupomanii. Wystarczy poddać upatrzony przez nas produkt próbie czasu. Jeżeli po kilku dniach brak tego przedmiotu nie będzie powodował istotnych zmian w naszym życiu, oznaczać to może tylko jedno: po prostu nie był nam do niczego potrzebny.

Umiejętność gospodarowania swoimi zasobami musi iść w parze z umiejętnością zarządzania czasem.

Miałem przed laty przydomowy kort do gry w tenisa. Pomimo tego, że był zadbany, jego nawierzchnia pozostawiała wiele do życzenia. Na próżno walcowałem go co drugi dzień – wciąż nie nadawał się do gry. Zniecierpliwiony zadzwoniłem do specjalistów zajmujących się utrzymywaniem kortów w należytym stanie.
– Walcuje pan kort? – zapytał męski głos po drugiej stronie.
– Oczywiście!
– A ile pan na nim gra?
Nad odpowiedzią musiałem się zastanowić, choć właściwie nie było nad czym.
– W ogóle. Nie mam czasu.
– Nie ma pan czasu… Sam pan widzi. Tu właśnie jest przyczyna. Kort musi być używany, inaczej będzie do niczego.

Ano właśnie. Do niczego.

Praca i oszczędność pozwoliły mi wejść w posiadanie kortu. I paradoksalnie ta sama praca i oszczędność, tym razem oszczędność czasu, nie pozwoliły mi z niego korzystać.

Pracoholizm to nie tylko igranie ze zdrowiem; patrząc szerzej, to niebezpieczna gra z własnym losem. Czas nie tylko leczy rany, ale niekiedy chroni nas, nie pozwalając ich zadać. Tak dzieje się wtedy, gdy potrafimy go znaleźć dla siebie i bliskich, gdy umiemy należycie go wypełnić.

Korzystanie z owoców swojej pracy i zasobów oszczędności konieczne jest do zachowania równowagi. Oszczędzanie to nie sztuka dla samej sztuki. To patrzenie w przyszłość, czyli nieco dalej niż sięga stolik, przy którym usiedliśmy.

Ważne jest właściwe rozłożenie danych nam kart. Po rozdaniu trzeba po prostu wszystko dobrze poukładać: od lewej do prawej, od dziewiątek do asów. Wiedzieć, co jest najważniejsze, a co tylko ważne.