O zachwyceniach

Uczę się patrzenia, obserwowania.
Dużo rzeczy mnie zadziwia, a przecież z zadziwienia często rodzi się zachwyt. Zatrzymuję się, by chwila zachwycenia trwała dłużej, a także po to, by móc ją lepiej zapamiętać.
Zachwycam się sztuką, zabytkami, pięknem natury.
Ten zachwyt nie jest postawą gapia. Jego interesuje teraźniejszość. Prawdziwy poszukiwacz piękna myśli o przyszłości i o tym, jak to, co zauważone będzie procentować, dojrzewać, wyrażać się w  innym języku.

Właśnie w ten sposób moje zachwycenie przekłada się na to, co później tworzę. To, co piękne, inspiruje do tworzenia piękna. Ale i inne emocje, począwszy od żalu czy bólu, mogą stanowić komponenty twórcze. Z tego twórca mozolnie układa swoją mozaikę, dokładając pierwszy, drugi i trzeci kamyczek.
A tych kamyczków – uwierzcie – nie brakuje. Wystarczy tylko chcieć je zauważać.

Życie wykonuje za nas najcięższą pracę i pisze scenariusze. Spotykamy się z rozmaitymi emocjami. Trzeba umieć je przetworzyć. Myślę zresztą, że więcej dzieł powstaje wtedy, gdy twórca musi zmagać się z nawałem emocji, stawić im czoła. Choć wielu pociąga błogie i szczęśliwe lenistwo, nie sądzę, by taki stan był przydatny do tworzenia. Sztuka to napięcie, nieustanna gotowość do podjęcia wyzwań. Nawet nieśpieszny spacer parkową aleją może być inspiracją, podpowiedzieć tę czy inną myśl, wzbudzić zachwyt. Wiele zależy od naszej postawy – otwartości i chłonności.

Mój standardowy dzień wiąże się z przebywaniem w mieście, a ono ma swoją dynamikę i dramaturgię. Obowiązki, spotkania z ludźmi. Nadmiar wrażeń. Zbieram je, segreguję, niektóre odkładam do wewnętrznej szuflady. Bilczyce to ucieczka w ciszę i przyrodę – tutaj można odpocząć i zająć się muzyką, tworzeniem. Dwutorowość mojego życia zapewnia  równowagę i uzupełnia ewentualne niedostatki pierwszego lub drugiego obszaru. Głosy miasta mówią mi to, czego nie usłyszę w ciszy wsi. Mowa drzew i wody pozwala właściwie nastroić struny.
To dlatego, choć wiele lat spędziłem przecież w mieście, z powodzeniem odnalazłem się na mojej spokojnej prowincji. Niektórzy używają tego pojęcia, chcąc zdyskredytować wszystko, co znajduje się poza wielkimi centrami. Kwituję to jedynie uśmiechem.
Moje przeniesienie się z miasta do ostoi spokoju, wyzbycie się dynamiki na rzecz powolnego rytmu natury było znakomitą decyzją. Tutaj mogę mieć swoje ukochane ścieżki, po których spaceruję z psami. Każdy krok spaceru daje możliwość wglądu w przeszłość, refleksji. Bez poganiania i konieczności zdążenia na określoną godzinę.

Gdzieś z oddali dobiega mnie krzyk bażantów. Sarny podchodzą pod ogrodzenie. Od nich również czegoś się uczę. To tutaj doceniłem i zachwyciłem się prawdziwą wolnością.

W mieście tworzenie przychodzi mi z trudem. Koncertowanie i dzielenie się swoją muzyką z innymi to jedno, ale sam proces komponowania wymaga ciszy, namysłu, spokoju. Jako artysta potrzebuję samotności.
Odpowiada mi ten jej szczególny rodzaj, który udało mi się wypracować. Nie jest to samotność całkowita. Zresztą rzadko kiedy bywamy zupełnie sami. Towarzyszą nam myśli, zmaganie się z nimi. Wracanie do tego, co się przeżyło, nadawanie wspomnieniom rangi, umieszczanie ich we właściwym porządku.

Dwór w Bilczycach został przeze mnie gruntownie odnowiony, co wytworzyło tę szczególną więź, porównywalną niemal z uczuciem łączącym rodzica i dziecko – żyłem nim i żyję. Chętnie tu przebywam i ciągle jest mi tego obcowania za mało. Co dzień odkrywam go na nowo i co dzień nieodmiennie budzi we mnie zachwyt.

Tak potoczyło się życie, że moim drugim domem stały się Włochy. Pokochałem je szczerze i z całego serca i wiem, że jest to uczucie odwzajemnione.

Inaczej patrzyłem na Włochy jako koncertujący tam artysta, inaczej, gdy przyjmowałem z dziećmi rolę turysty, pokornie wydeptującego wskazane w przewodnikach szlaki.
Jeszcze inne spojrzenie fundowała mi działalność biznesmena, którą tam prowadziłem i prowadzę.

Tak, Włochy wzbudzają mój zachwyt. Kraj, który jest przecież wielkim, wspaniałym muzeum, musi zachwycać. Zachwycają też sami Włosi, którzy mają w sobie tę szczególną pogodę ducha. Nie są pozbawieni wad, ale ich życiowa filozofia i hierarchia wartości mogą fascynować.

Śródziemnomorska kuchnia i bliskość morza, a także słońce powodują, że pogodniejemy. W tej atmosferze można być szczęśliwym, otulając się zachwytem jak wodną mgiełką w upalny dzień.

Wracam do Polski, niosąc pod powiekami widok miejsca, gdzie Morze Jońskie łączy się z Adriatykiem, widzę wyraźną  granicę między wodami tych dwóch mórz. A potem dotykam starych murów swojego domu. To również wzbudza zachwyt. Moje zachwycenia pozwalają mi być szczęśliwym.